Wspomnienie o śp. prof. Włodzimierzu Fijałkowskim.
Pan Profesor Fijałkowski wiele dla mnie znaczy. Gdy próbuję zebrać myśli o Nim, to nasuwają mi się słowa usłyszane przed laty na rekolekcjach dla małżeństw – Miłość i Prawda (MiP). Dlaczego?: „bo Miłość bez Prawdy prowadzi na manowce, a Prawda bez Miłości jest zbyt trudna do przyjęcia”. Profesor Fijałkowski był/jest ich wcieleniem, bezbłędnie potrafił je łączyć.
Kilka obrazów/wspomnień przybliżających powyższą tezę:
- To były lata 60-te XX-ego wieku. Miałam „naście” lat, a p. Prof. przyjechał aby uczestniczyć jako ekspert w tzw. Trybunie Duszpasterskiej, organizowanej przez o. Ludwika Wiśniewskiego, charyzmatycznego duszpasterza studentów (i nie tylko). Nasza mama (Hanna Kuropatwińska, również uczestnik Trybuny) zaproponowała Mu drzemkę poobiednią, delikatnie sugerując: „kocyk, poduszeczka – czekają…” Uśmiechnął się i z rozbrajającą szczerością stwierdził, że o niczym innym nie marzył. Kilkakrotnie nocował w naszym dużym mieszkaniu w Gdańsku, przy ul. Danusi. Moja siostra Zofia pamięta jak kiedyś przyszedł po wizycie u rodziny z ośmiorgiem dzieci i ze wzruszeniem opowiedział o rozmowie ze starszymi z nich. Wiedziały, że jest lekarzem i ma coś wspólnego z rodzeniem dzieci. Prosiły, żeby coś zrobił, porozmawiał z rodzicami, bo już dawno nie było „takiego małego, słodkiego maleństwa”. Miał w sobie nie tylko naturalność, prostotę i otwartość, ale i „czułą uwagę”, uważność.
- Duszpasterstwo Akademickie oo. Dominikanów w Lublinie, r. 1976, również Trybuna Duszpasterska z o. Ludwikiem w tle. Potem spotkanie ze studentami, gdzie p. Prof. Fijałkowski mówił o „fenomenie kobiecości”. To był pean na cześć kobiety, ale też nie bał się poruszać trudnych problemów, również dotykających Go osobiście. W trakcie spotkania, mój ówczesny narzeczony, a obecnie mąż, ostro podważył zbyt wyidealizowaną (wg. niego) wizję Profesora. Po spotkaniu, przedstawiłam Andrzeja, mówiąc o bliskich planach założenia rodziny. Spojrzał mi głęboko w oczy i zadał pytanie: „ I pani się nie boi?”(do tej pory dźwięczy mi w uszach;o) O. Ludwik zaripostował z przekonaniem: „nie ma czego, to porządny chłopak, ostoja naszego duszpasterstwa!” Pieczołowicie przechowujemy list, który nam przysłał w przeddzień ślubu, w którym pisze, że stojąc u progu małżeństwa jesteśmy na schodach, którymi możemy albo piąć się w górę albo spadać w dół. Oczywiście życzył nam tego pierwszego…
- Kolejna odsłona to spotkania na gruncie zawodowym, czy społecznym. Nasze obszary się przenikały. Czy to były konferencje pro-life, Stowarzyszenia na Rzecz Naturalnego Rodzenia i Karmienia, czy poświęcone teorii i praktyce Szkół Rodzenia, to nawet gdy p. Profesora nie było, Jego duch przenikał nasze serca i głowy.
- Koniec lat 90-tych: p. Profesor był członkiem komisji oceniającej stopień spełnienia kryteriów Szpitala Przyjaznego Dziecku przez Instytut Matki i Dziecka. To co urzekało w Profesorze Fijałkowskim w to kultura, delikatność i profesjonalizm zarówno w stosunku do personelu jak i pacjentów, widoczne zarówno na co dzień jak i w trakcie oceny.
- Ostatnie spotkanie, na konferencji dotyczącej szeroko pojętej problematyki Szkół Rodzenia – grudzień 2002 (Gliwice?, Katowice?). Bardzo się ucieszył, że będę miała wystąpienie tuż po nim. Czuł „braterstwo ducha”. Nic nie wskazywało na to, że mu coś dolega. Na pogrzebie w Łodzi (luty 2003), Małgosia Neugebauer (b. bliska Mu osoba, wieloletnia przewodnicząca Stowarzyszenia na Rzecz Naturalnego Rodzenia i Karmienia) powiedziała: „Włodek oddał życie za mnie. Ofiarował je, aby mnie ocalić”. Przyjęłam to z pełnym zrozumieniem. To było do Niego podobne…
Profesor Włodzimierz Fijałkowski ma wielkie zasługi dla ustawienia etyki małżeńskiej w duchu Miłości i Odpowiedzialności:
- Niezłomne starania o odpowiedni język, stan błogosławiony/ przy nadziei/ odmienny, a nie „ciąża”; rodzice oczekujący narodzin dziecka, a nie spodziewający się dziecka…
- Ekologiczne dwurodzicielstwo – uporczywa walka o współodpowiedzialność mężczyzn.
- Twórca Polskiego Modelu Szkoły Rodzenia (pewna ciągłość: NPR, naturalne rodzenie i naturalne karmienie), przy jednoczesnym pochyleniu się i znajdywaniu jak najlepszych rozwiązań. (Rozmawiałam z kobietą, która mówiła, że On uratował jej płodność –za radą p. Prof. – przed operacją usunięcia macicy z powodu rozległych mięśniaków, poprosiła operatora, aby je wyłuskał – zrobił to i potem miał powód do dumy, że jeden był „jak pięść”, a ona urodziła jeszczecóreczkę).
- Nie epatował swoją religijnością (Ruch Foccolari), był otwarty, nie bał się trudnych problemów, potrafił spokojnie, z prostotą bronić swoich racji.
- Nie mam wątpliwości, że kilkakrotnie dzięki Niemu udało mi się:
- Przekonać panią doktor ginekolog, że w Szkole Rodzenia, rodzicom oczekującym narodzin dziecka lepiej mówić o jego narodzinach niż o „wypychaniu płodu”,
- Powołując się na autorytet p. Profesora, napisać do naczelnej „Twojego Dziecka”, że w czasopiśmie, gdzie On umieszczał swoje artykuły, nie można w 1 pkt.wywiadu nt. przygotowania do poczęcia dziecka pisać o „odstawienu pigułki” (a przynajmniej zaznaczyć, „jeżeli ją stosujesz”). Znajomość cyklu i umiejętność odczytywania faz płodności i jej braku, jest bardzo ważnym czynnikiem akceptacji swojej kobiecości i p. Profesor to nie tyko czuł, ale i doskonale wiedział. Jednocześnie wiedząc też, że wybór jest, ale przed poczęciem! Gdy życie się zaczyna, to trzeba je chronić. (Z jakąż czułością napisana jest książeczka/rozmowa z małym Jasiem! – „Oto jestem”).
- W publicznej dyskusji z udziałem pastora i rabina, zripostowałam (dzięki Jego podpowiedzi „z zaświatów”), gdy mi zarzucono, że „z moimi poglądami, to jestem marginesem”. Odparowałam: „nie marginesem, a elitą, a różnica jest taka, że margines trzeba niwelować, a elitę – poszerzać”.
Nie wiem, czy to co napisałam może pomóc, ale żywię głębokie przekonanie, że tytuł „błogosławiony” należy się p. Prof. Fijałkowskiemu jak mało komu. Był przecież Wielkim Obrońcą Stanu Błogosławionego…
Wanda Urmańska
Psycholog kliniczny, asystent w Zakładzie Wczesnej Interwencji Psychologicznej (d. Zdrowia Rodziny) IMiDz w latach 1995 – 2015; instruktor NPR; międzynarodowy konsultant laktacyjny IBCLC (1997 – 2007); kierownik Szkoły dla Rodziców (Szkoła Rodzenia przy IMiDz) w latach 1996 – 2006; matka 5 dzieci i babcia 10 wnucząt.